Weź na narty rybie oko!


Jazda! – krzyczę przez radio do Łukasza, który rozpędza się i zbliża z dużą prędkością do metrowego progu. Leżę na śniegu, tuż pod krawędzią, i czekam… Za chwilę przeleci kilkanaście centymetrów nade mną. Słyszę jak szybko nadjeżdża, nagle odrywa się od śniegu i przez ułamek sekundy jest w powietrzu. Instynktownie wciskam spust migawki, spoglądam na ekran i… proszę Łukasza o podejście z powrotem na szczyt. Niestety przejechał o metr poniżej miejsca, w którym się zaczaiłem. Nie jestem zadowolony z ujęcia. Powtarzamy.

O tak, praca z aparatem na stoku to nie bułka z masłem. Pewnie przekonaliście się o tym wielokrotnie. Mam nadzieję, że porady, których udzielałem w artykule o fotografowaniu na stoku oraz o zdjęciach sekwencyjnych, pozwoliły Wam uzyskać ciekawe rezultaty i sprawiły, że nabraliście nowego spojrzenia na możliwości fotografowania na śniegu. Dziś zachęcam do kolejnych eksperymentów. Tym razem będziemy pracować z obiektywem typu „rybie oko”. Myślę, że będzie dużo zabawy!

Fisheye charakteryzuje się bardzo szerokim kątem widzenia rzędu 180-220° oraz beczkowatym zniekształceniem obrazu wynikającym z nieskorygowanej dystorsji. Wyróżniamy dwa rodzaje tego typu obiektywów: kołowe, w których obraz stanowi koło w kadrze, oraz pełnoklatkowe, charakteryzujące się pokryciem całego kadru obrazem. O ile pierwszy rodzaj jest bardzo specyficzny i znajduje marginalne zastosowanie, to już drugi typ pozwala na kreatywną pracę i łatwiejszy odbiór przekazu dla oglądającego. Tyle teorii – zabierajmy się do akcji!

Widzieliście zdjęcia, na których narciarz dynamicznie wyłania się zza brzegu kadru, a oprócz niego w tle rozpościera się pióropusz śniegu, wspaniała panorama gór, słońce i dużo nieba? „Rybie oko” pozwala na oddanie przestrzeni niemożliwej do odwzorowania innym obiektywem. Wszystko pięknie, ale jest jeden warunek. Dobre zdjęcie będzie wymagało odrobiny odwagi fotografa (narciarz musi przejechać w odległości kilkudziesięciu centymetrów od aparatu), pełnego zaufania do umiejętności modela, odpowiedniego ustawienia się względem słońca, użycia (lub nie) lampy błyskowej oraz oczywiście wiedzy na temat możliwości swojego aparatu.

Fisheye będzie też niezastąpionym szkłem podczas fotografowania ewolucji freestyle’owców. Zdjęcia spod progu skoczni z podniebną akrobacją na pewno urzekną odbiorców, a dzięki użyciu ultra szerokiego kąta będzie można zaprezentować rozmiar skoczni. Świetne efekty można osiągnąć, wykorzystując fisheye do stworzenia freestyle’owych zdjęć sekwencyjnych – możliwości jest naprawdę wiele.

Rybiego oka ciężko będzie użyć tylko na zawodach – nikt nie pozwoli Wam wejść tak blisko na trasę. Ale na treningu – czemu nie? W tym sezonie współpracowałem z zawodnikami przy tego typu ujęciach. Leżałem tuż przy tyczce i w efekcie udało mi się uzyskać bardzo interesujące i niesztampowe kadry. Trzeba próbować, eksperymentować, po prostu bawić się fotografią.

Drugie podejście. Wszystko gotowe, Łukasz „pociąga” z łyżwy niczym panczenista, a ja czekam z nadzieją, że nie będę kazał mojemu modelowi drugi raz zalewać się potem przy wyczerpującym podejściu. Niestety, tuż przed akcją, na skierowany w górę obiektyw spada fala śniegu. To włoscy zawodnicy ześlizgujący się przy krawędzi progu pozbawiają mnie szansy na świetne ujęcie. Chowam aparat pod kurtką, a w tym momencie nad głową przelatuje skoczek. Powtarzamy.

Jak fotografować „rybim okiem”? Efekty, jakie można uzyskać, zależą tylko od pomysłu autora. Pamiętajcie, żeby obiektyw typu fisheye nie służył wyłącznie prezentowaniu zniekształconej perspektywy, ponieważ zdjęcia z efektownych mogą stać się tylko efekciarskie.

Zwróćcie uwagę na jedną bardzo ważną rzecz. Użycie „rybiego oka” nie spowoduje, że od razu atrakcyjność zdjęć diametralnie wzrośnie. Fisheye nie uratuje nieudanej sesji, zarówno narciarskiej, jak i każdej innej. Na pewno obiektyw tego typu pomaga wprowadzić do naszych fotografii urozmaicenie, pokazać narciarza w ciekawy i niebagatelny sposób. Jednak używajmy go z umiarem, tak jak dobrego wina, które smakuje wspaniale, ale spożycie zbyt dużej ilości może zaszkodzić…

Trzecia próba. Wiem, że to ostatnia szansa – jeśli się nie uda, to odpuścimy to ujęcie. Jest jakaś granica poświęcenia się nawet dla atrakcyjnego zdjęcia. Komunikat przez radio, rozpęd, chwila oczekiwania, odgłos „klapnięcia” lustra w aparacie, szybki podgląd… Tak! Jest świetne! Rewelacja!

Powodzenia i uważajcie, żeby nie „złapać” własnych butów w kadrze!


Artykuł ukazał się w Magazynie NTN Snow & More 2009/2010.